Lech Jaworski Analiza Rynek mediów elektronicznych domaga się zmian Dogonić EuropęNasze prawo medialne nie przystaje do rzeczywistości i hamuje rozwój. Dlatego wymaga gruntownej przebudowy. Politycy ze wszystkich ugrupowań szermują słowem „rynek”. Łatwo się używa haseł dobrze brzmiących (zwłaszcza w uszach wyborców), trudniej się je realizuje. Oczywiście zakładając, że posługujący się nimi rozumieją, o czym mówią. Ostatnie założenie wydaje się zbyt optymistyczne, jeżeli chodzi o rynek mediów elektronicznych. Nie tylko nie dostrzega się związków funkcjonujących na tym rynku podmiotów z gospodarką, ale w większości wypadków „rynek” utożsamia się z bazarem, na którym odbywają się polityczne targi o obsadę stanowisk w mediach publicznych. Zresztą media komercyjne postrzega się również w kategoriach propagandowych, tyle tylko, że w odróżnieniu od nadawców publicznych, nie ma na nie bezpośredniego przełożenia politycznego, co niejednemu spędzało i zapewne spędza sens z powiek. W rezultacie nasze władze konsekwentnie po macoszemu odnoszą się do rodzimego rynku mediów elektronicznych rozumianych jako obszar działalności gospodarczej. Będąca zaś głównym regulatorem tego rynku KRRiT swoją efektywną rolę ograniczyła obecnie do ukształtowania... składów personalnych rad nadzorczych publicznej radiofonii i telewizji. Oczywiście takich, które gwarantują odpowiedni parytet polityczny w zarządach. Unia nam ucieka Inaczej jest w Europie. Tam sferę tę bardzo się docenia. Cieszy się ona dużym zainteresowaniem nie tylko poszczególnych rządów krajowych, ale też struktur działających w ramach Unii Europejskiej. Polityka wspólnotowa traktuje media głównie jak jeden z działów gospodarki i określa jako „usługi w ogólnym interesie gospodarczym”. Jednym z podstawowych założeń przyjętej w marcu 2000 r. strategii lizbońskiej, będącej obecnie najważniejszym programem społeczno-gospodarczym UE, jest postrzeganie komunikacji elektronicznej (tj. zbiorczo telekomunikacji i mediów elektronicznych) jako narzędzia tworzącego społeczeństwo informacyjne oraz gospodarkę opartą na wiedzy. Warunkiem skutecznego stosowania tego narzędzia ma być liberalizacja rynku. Zasadniczym elementem strategii lizbońskiej stało się opracowanie i wdrożenie zupełnie nowego pakietu regulacyjnego obejmującego jednolitymi przepisami cały sektor komunikacji elektronicznej: mediów, telekomunikacji i teleinformatyki. Zapomniany sektor ?U nas temat traktuje się zupełnie marginalnie, czego jaskrawym dowodem jest choćby pomijanie go w naszych narodowych planach i strategiach rozwoju. Musi to z czasem doprowadzić (właściwie już doprowadziło) do osłabienia naszych możliwości w tym zakresie i, co najzupełniej logiczne, do pozbawienia rodzimego rynku skutecznych środków obrony przed konkurencją zagraniczną. ?Skromne możliwości, jakie daje tutaj ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów, są dalece niewystarczające. Ustawa o radiofonii i telewizji nie daje zaś w tym zakresie żadnych narzędzi. Nie chodzi tu tylko o stworzenie przepisów prawnych „blokujących” obcy kapitał w nieskrępowanym przejmowaniu nadawców działających na polskim rynku (choć i takich przepisów, np. w sferze nadmiernej koncentracji mediów, z pewnością nam brakuje). „Kwestią co najmniej równorzędną jest stworzenie takich warunków rozwoju sektora audiowizualnego (w tym radiowo-telewizyjnego), aby gwarantował utrzymanie się rodzimych podmiotów na polskim rynku. Inaczej mówiąc – aby uznać polskich nadawców i producentów programów za ważnych ze względu na rozwój gospodarczy państwa i przedsiębiorców niezbędnych dla jego rozwoju kulturowego, którym stwarza się odpowiednie warunki działania. Polityka państwa w omawianym zakresie powinna łączyć w sobie cele polityki publicznej realizowane wobec mediów elektronicznych z ochroną swobody działalności gospodarczej w tej dziedzinie oraz troskę o wyzwolenie gospodarczych i technologicznych możliwości mediów elektronicznych. Tymczasem przed postulowaną w UE liberalizacją bronimy się bardzo skutecznie. Świadczą o tym przestarzałe przepisy prawa, utrudniające życie przedsiębiorcom. Chodzi zarówno o nasze „ustawy medialne” (Prawo telekomunikacyjne i – przede wszystkim – ustawę o radiofonii i telewizji) jak i o ustawę z 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Ta ostatnia - czego powszechnie sobie raczej nie uświadamiamy – ma przecież bardzo istotne znaczenie dla funkcjonowania sektora audiowizualnego, a o swobodzie działalności gospodarczej jest tu mowa głównie w jej tytule.

Nie tylko radio i telewizja

Dynamiczny rozwój światowego rynku mediów elektronicznych, pojawienie się na nim nowych, przenikających się środków przekazu i łączności, tworzy obecnie bardzo złożoną rzeczywistość. Obowiązujący u nas system regulacyjny w sferze masowego komunikowania jest ciągle zorientowany na utożsamianie mediów elektronicznych z radiem i telewizją, chociaż dotychczasowy podział między radiofonią i telewizją a łącznością wyraźnie się załamał. Cechy tradycyjnego komunikowania masowego zmienia cyfryzacja i wynikający z niej proces konwergencji radia i telewizji oraz telekomunikacji i informatyki. Z jednej strony technologie telekomunikacyjne można wykorzystywać do upowszechniania zawartości mediów masowych (rozprowadzanie programów RTV w internecie, łączenie w multipleksach programów RTV z usługami dodatkowymi, wykorzystywanie satelitów telekomunikacyjnych do celów radiodyfuzyjnych czy infrastruktury telefonicznej do przekazu programu lub muzyki). Z drugiej strony, media stają się nośnikiem łączności porozumiewawczej (na przykład przy wykorzystywaniu TV kablowej dla celów telefonii). ?Proces cyfryzacji i konwergencji oraz kształtowanie się nowych technik informacyjno-komunikacyjnych wymaga więc objęcia polityką państwa zdecydowanie szerszego aspektu spraw, niż tylko funkcjonowanie nadawców radiowych i telewizyjnych. Kwestia ta wiąże się również ze strategią informatyzacji kraju, co nabiera szczególnego znaczenia w okresie wkraczania do społeczeństwa informacyjnego. Radiofonia i telewizja (zwłaszcza w swoim cyfrowym wydaniu) stanowią wraz z telekomunikacją i nowymi technologiami wzajemnie sprzęgnięty i uzupełniający się system. Dzielenie go według tradycyjnych kryteriów podziałów resortowych może pozbawić politykę państwa pożądanej efektywności. Jedynie zintegrowana i kompleksowa polityka w tym zakresie, obejmująca wszelkie media elektroniczne, będzie adekwatna do rzeczywistości oraz pozwoli na wykorzystanie pełnego ich potencjału rozwojowego i gospodarczego. Przyszłość wymaga zmian ?Trudno więc nie dojść do przekonania, że nasze prawo medialne wymaga gruntownej przebudowy. Nie da się tego osiągnąć „łataniem” przestarzałej ustawy o radiofonii i telewizji oraz kolejnymi „wrzutkami” legislacyjnymi w prawie telekomunikacyjnym.

Potrzebujemy nowej, spójnej i całościowej regulacji, uwzględniającej nie tylko wszystkie elementy nakładające się na funkcjonowanie rynku w Polsce, ale także dostrzegającej ten rynek w perspektywie wspólnego rynku europejskiego i panującej na nim konkurencji.

Dwie podstawowe przesłanki, jakie trzeba wziąć pod uwagę, to orientacja na przyszłość oraz troska o kompleksowe podejście do mediów w kontekście szerokiego procesu przemiany cywilizacyjnej, gospodarczej i technicznej. Zakres konkretnych zagadnień, wymagających uwzględnienia, jest bardzo szeroki. Chodzi zarówno o kwestie związane z chronieniem przez państwo swobody wypowiedzi i informacji, wolności mediów i ich roli w systemie demokratycznym, jak i o dbałość o rozwój polskich mediów elektronicznych (w tym promowanie konwersji cyfrowej radiofonii i telewizji oraz rozwoju nowych technologii i środków przekazu, a także powszechnego dostępu do nich) oraz o zapobieganie monopolom czy nadużywaniu pozycji dominującej na rynku.

Problemem wymagającym odrębnego podkreślenia jest aktywne uczestniczenie państwa w tworzeniu i realizacji polityki audiowizualnej oraz polityki na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego w ramach Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych. Ze względu na swój charakter i cele, polityka w dziedzinie mediów elektronicznych powinna być skoordynowana z innymi planami i strategiami państwa. W przeciwnym razie naszemu państwu grozi poważny regres w dziedzinie, od której w istotny sposób zależy nasz rozwój kulturowy i gospodarczy. „Mimo szumnych zapowiedzi, rządzące obecnie Polską ugrupowanie (wraz z koalicjantami) nie podjęło żadnych kroków zmierzających we wskazanym powyżej kierunku. Jeszcze raz się okazało, że kwestie personalne wyczerpują praktycznie zainteresowanie tym problemem. Trudno więc spodziewać się w jakiejś konkretnej perspektywie projektów ustaw (nie wspominając o narodowych planach rozwojowych), które by zmieniły obecny stan rzeczy. Na szczęście pozostaje jeszcze inicjatywa obywatelska. Fundacja „Media Pro Bono” podjęła pracę nad przygotowaniem założeń obywatelskiego projektu Prawa środków społecznego przekazu. Trwają już one od pewnego czasu i miejmy nadzieje, że po przeprowadzeniu odpowiednich konsultacji i otwartej społecznej dyskusji, projekt ustawy gotowy będzie do poddania go właściwym formalnym procedurom. Komputer, choć jest największym wynalazkiem XX wieku swoją historię zaczyna już w starożytności. W ok. 3000 r. p.n.e wynaleziono liczydło w Babilonii. Ludzie używali go wtedy do wykonywania obliczeń matematycznych. W ok. 230 r. p.n.e. metodą sita Eratostenesa udaje się ustalić liczby pierwsze. W 876 r. n.e. zarejestrowano w Indiach pierwsze użycie symbolu „0”. W 1617 r. Neper przedstawił system wspomagania mnożenia w traktacie „Rebdologia”. Nazwano go " pałeczkami Nepera". System ten był bardzo prosty i mało kosztowny. Neper zapisał tabelę Pitagorasa na swoim zbiorze pałeczek. W 1642 r. Francuz Blaise Pascal skonstruował arytmometr – mechaniczną maszynę, która potrafiła dodawać liczby. Sformułował też podzielność liczb całkowitych wykorzystuąjcą sumowanie cyfr. Opracował też metodę wyznaczania współczynników dwumianu dowolnego stopnia (trójkąt Pascala). W 1666 r. Anglik Samuel Morland skonstruował mechaniczny kalkulator na korbkę, który potrafił dodawać i odejmować. Przy dodawaniu należało kręcić korbką zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a przy odejmowaniu odwrotnie. W tym samym czasie inny wybitny naukowiec von Leibniz pracował nad maszyną do mnożenia. Jego dzieło stało na wyższym poziomie niż dzieło Morlanda. W 1694 r. Gotffried Leibniz wynalazł pierwszą maszynę liczącą używającą zerojedynkowego zapisu liczb. W 1833 r. matematyk angielski Charles Babbage, którego nazywano pionierem informatycznym zaprojektował pierwszą maszynę analityczną, działającą na zasadzie zbliżonej do działania komputerów cyfrowych. Maszyna ta miała wykonywać podstawowe działania matematyczne oraz zapamiętywać dane pośrednie i końcowe. Projekt ten nie został jednak wykonany z powodu niskiego poziomu techniki. W 1854 r. George Boole przedstawił uwagi na temat symboli logicznych. Sto lat później stały się one podstawą działania komputerów. W 1857 r. Sir Charles Wheatstone wprowadził taśmę papierową w rolkach, która mogła służyć do zapisu i odczytu danych. W 1890 r. Herman Hollerith zaprojektował maszynę analityczną wykorzystującą karty dziurkowane. Pozwalała ona amerykańskim instytucjom zajmującym się spisywaniem ludności zredukować czas z 10 lat do 2,5 roku. W 1893 r. Został opracowany pierwszy czterodziałaniowy kalkulator. W 1896 r. Herman Hollerith założył firmę Tabulating Machine Company, która połączyła się z dwiema innymi firmami. W 1897 r. Karl Braun wynalazł lampę katodową. W 1904 r. John Ambrose Fleming wynalazł diodę. W 1918 r. Dwóch wynalazców zbudowało maszynę liczącą wykorzystującą liczby w postaci zerojedynkowej. W 1924 r. T.J Watson zmienia nazwę firmy Tabulating Machine Company na IBM. W 1937 r. John Vincent Attanasoff rozpoczyna prace nad pierwszym elektronicznym komputerem cyfrowym, jednak nie występuje o patent. Prawie 10 lat później komputer ENIAC został zbudowany na podstawie jego pionierskich dokonań. W tym samym czasie Georges Stibitz stworzył w laboratorium w Bella pierwszy obwód cyfrowy. W 1938 r. William Hewlett i Dawid Packard zakładają firmę Hewlett- Packard w garażu W Palo Alto w Kalifornii. W 1939 r. Georges Stibitz i Samuel Williams budują Complex Number Computer, który zawiera 400 przekaźników telefonicznych i jest podłączony do trzech dalekopisów. W 1941 r. Anglik Konrad Zuse wykonał Z3, pierwszy w pełni programowy kalkulator. W 1944 r. Inżynierowie z Harvardu budują komputer MARK 1, ale wkrótce ulega on uszkodzeniu. W 1945 r. J. Presper Eckert i John Mauchly budują komputer EDVAC. 14 lutego 1946 r. w USA po prawie trzech latach badań powstaje pierwszy na świecie elektroniczny komputer ogólnego przeznaczenia ENIAC (Elektroniczny, Numeryczny, Integrator, Analizator i Komputer). W jego niezwykle prądożernym wnętrzu kryło się ok. 17468 lamp elektronowych, 1500 przekaźników, 70000 oporników i 10000 kondensatorów. Pobierał on 174 kW. energii. W jednej sekundzie mógł wykonać 5000 operacji dodawania. Ważył ok. 30 ton. Liczby były przedstawione w kodzie dziesiętnym. Był to komputer pierwszej generacji. 23 grudnia 1947 r. pracownicy firmy AT&T Bell Telephone Laboratories: Walter Brattain, William Shockley i John Bardeen wynaleźli tranzystor. Otrzymali za niego Nagrodę Nobla w 1956 r. Tranzystor posiada takie same właściwości jak lampa elektronowa, ale jest znacznie szybszy, rzadziej ulega uszkodzeniu, zużywa mniej energii i emituje mniej ciepła. Komputery używające tranzystorów są ok. 1000 razy szybsze od lampowych. W tym samym roku została ukończona budowa komputera Harvard MARK II. Był to duży, programowalny komputer. Frederic Williams wynalazł również w tym roku pamięć operacyjną opartą na lampach elektronowych (CRT) i wprowadził ją do sprzedaży. 1948 r. obfitował w wiele wynalazków. Rickhard Hamming z Bell Labs opracował sposób usuwania błędów z programów. W styczniu firma IBM ukończyła produkcję SSEC ( Selective Sequence Calculator). Był to pierwszy kalkulator, który wykonywał instrukcję krok po kroku i był w stanie zmienić działanie programu w zależności od wcześniej uzyskanych rezultatów. Jesienią ta sama firma wprowadziła na rynek programowy kalkulator 604. Zawierał on 1400 lamp elektronowych i potrafił przeprowadzić do 60 operacji w ciągu 80 milisekund. W tym samym czasie Nawman i Williams z uniwersytetu w Manchesterze zakończyli budowę prototypowej maszyny Manchester MARK I. Andrea Donald Booth wprowadził na rynek nowy nośnik pamięci - bęben magnetyczny. Chwilę później Eckert I Mauchly rozpoczęli pracę nad komputerem UNIVAC.


Polecamy